Real time web analytics, Heat map tracking

Rok 2009

27. lutego

Gościliśmy dziś po raz kolejny katechetów z dekanatów Nowy Staw, Malbork I i Malbork II. W ramach stałej formacji katecheci naszej diecezji odbywają każdego roku rekolekcje zamknięte oraz w adwencie i wielkim poście dzień skupienia. W związku z wykonywaną przez mnie funkcją wizytatora dekanalnego wraz wizytatorem katechetycznym Dekanatu Malbork I, ks. lic. Józefem Micińskim, podzieliśmy się organizacją dni skupienia. On przeprowadza je w adwencie, ja natomiast w wielkim poście. I tak w ramach tego spotkania, przygotowanego przez katechetę dekanalnego, p. mgr Alicję Jaszkowską z Malborka, katecheci wysłuchali konferencji nt. (nie)moralnych aspektów przygotowywanej przez rząd tzw. ustawy bioetycznej (z odtworzeniem przeprowadzonego przez red. Jana Pospieszalskiego wywiadu z inicjatorem prac, posłem Jarosławem Gawinem), potem uczestniczyli w Eucharystii, spotkali się przy kawie, a na koniec uczestniczyli w adoracji Najświętszego Sakramentu. Uważam za bardzo cenne dla naszych parafian móc uczestniczyć w Eucharystii czy adoracji z tak licznym gronem tych, którzy dopomagają rodzicom wychować i wykształcić dzieci w duchu katolickim. Dzięki temu urabia się przekonanie, że katecheta to ktoś więcej niż nauczyciel. To współchrześcijanin katolik, to człowiek, który się modli i wykonuje swoją posługę w zjednoczeniu z Chrystusem Głową i Kościołem – Jego Mistycznym Ciałem.

 

8-11. marca

Tegoroczne rekolekcje wielkopostne powierzyliśmy ks. drowi Piotrowi Towarowi, wykładowcy muzyki kościelnej w naszym seminarium, Delegatowi Biskupa Elbląskiego do spraw organistów i muzyki kościelnej czyli kantorowi diecezjalnemu. Ksiądz Piotr zastosował zupełnie nową formę głoszenia rekolekcji, wprowadzając do nauk metody aktywizujące i materiały poglądowe. Na ostatni dzień polecił wszystkim dorosłym uczynić sobie papierowe korony na głowy. (Nie spodziewałem się, że to się uda, ale w zdecydowanej większości – udało się!) Korony były potrzebne po to, by w czasie nauki rekolekcyjnej poświęconej Chrystusowi Królowi Wszechświata samemu się „zdetronizować” i ustąpić centralnego miejsca w swoim życiu Chrystusowi, którego przecież – i z taką łatwością, czy może raczej: bezmyślnością – nazywamy Panem. Podobałoby mi się, gdyby nie pójście o jeden krok za daleko: ks. rekolekcjonista wyszedł odprawiać Mszę św. także przystrojony w papierową koronę, a miejsce przewodniczenia w prezbiterium usunął, bo potrzebne mu było do zrobienia dekoracji. To była przesada. Kapłan, gdy odprawia Mszę św., sam jest „alter Chrystus” czyli „drugim” Chrystusem. Nie wolno z Chrystusa w momencie składania przez Niego zbawczej Ofiary – a wiemy, na czym polegała ta Ofiara! – robić pajaca. Trzeba też oddać sprawiedliwość ks. Piotrowi. Nie nalegał, bym uczynił to samo, kiedy ja miałem celebrować Eucharystię. W prezbiterium wszystko wróciło na miejsce, do dekoracji użyliśmy innego siedziska, a zanim rozpoczęła się Msza św., zapytał zgromadzonych, czy wolą korony założyć już teraz, czy dopiero, kiedy rozpocznie się nauka rekolekcyjna. Wybrali to drugie. Byłem z nich dumny. Już mają wyczucie liturgiczne. Byłem też wdzięczny ks. Piotrowi: zaakceptował bez zastrzeżeń wolę ludu. To świadczy o jego szczerej pokorze.

 

3. kwietnia

W tym roku nastąpiła zmiana kilkuletniego zwyczaju. W piątek przed Niedzielą Palmową mieliśmy Drogę Krzyżową w terenie innym niż zazwyczaj – na Osiedlu (kiedy przybyłem do parafii, nazywaliśmy ten rejon „Zakładem Rolnym Stara Wisła”, choć zakład już dawno nie istniał). Inicjatorami byli Marek Grunau i Dominika Wróblewska. Zaangażowali mnóstwo ludzi. Nawet dzieci rysowały kredkami na kartkach stacje Drogi Krzyżowej, bo były inne niż tradycyjnie (wzorowano się na chińskiej DK poprowadzonej przez papieża Benedykta XVI w ubiegłym roku w Rzymie). Ujawniły się nowe talenty lektorskie i natychmiast otrzymały zaproszenie, by dołączyć do grona dorosłych lektorów.

 

9. kwietnia

Dziś w katedrze elbląskiej ks. bp. Józef Wysocki dopuścił do posługi lektora mianowanego diecezji elbląskiej kolejnych 3 ministrantów naszej parafii: Cezarego Kossarzeckiego, Jakuba Słotwińskiego i Dawida Wróblewskiego. Pozostałych sześciu otrzymało przedłużenie tej posługi na kolejny rok. Są to: Michał Grunau, Łukasz Grabowski, Rafał Sawicki, Jarosław Wiącek, Szymon Laprus, Szymon Potocki. Z powodu pracy nie mógl dojechać do Elbląga Mateusz Łyszkowski, ale otrzymałem upoważnienie Diecezjalnego Duszpasterza Służby Liturgicznej, ks. mgr. Mirosława Bułeckiego, do uroczystego przyjęcia przyrzeczenia lektorskiego i przedłużenia mu tej posługi. Stanie się to w Niedzielę Wielkanocną, kiedy to do służby liturgicznej przy ołtarzu zostanie dopuszczony Marcin Jutrzenka. Pozostaje wymienić pozostałych ministrantów naszej parafii: Andrzej Misarko, Szymon Serafin, Daniel Serafin, Radosław Mikuła, Mateusz Sitański, Michał Sitański. Mamy więc chwilowo więcej lektorów niż ministrantów! Ostatnio po długiej i dobrej służbie wycofali się: Piotr Dzierżanowski i Tomasz Sitański. Zawsze mogą powrócić. Bardzo się o nich martwię.

Wprowadzenie posługi lektora mianowanego diecezji elbląskiej jest moją inicjatywą. Zaproponowałem ją Biskupowi Elbląskiemu Andrzejowi Śliwińskiemu jeszcze w 1994 roku, gdy sam byłem Diecezjalnym Duszpasterzem Służby Liturgicznej. Wcześniej omawiałem sprawę gruntownie z Diecezjalnym Duszpasterzem Młodzieży, ks. mgrem Edwardem Rysztowskim oraz innymi kapłanami z Elbląga, którzy opiekowali się służbą liturgiczną w parafii. Celem było zachowanie w służbie przy ołtarzu starszych ministrantów, którzy już się zaczynali wycofywać, bo przebywanie w otoczeniu dużo młodszych kolegów nie „bawiło” ich. Do współpracy zaprosiłem najgorliwszych kapłanów z Elbląga i świeckich. Chodziło nam o stworzenie zdrowej „elity” służby liturgicznej przez postawienie konkretnych wymagań: 1. odpowiedni wiek – ukończone minimum 14 lat w dniu przyjęcia posługi, 2. pozytywne ukończenie solidnego kursu lektorskiego, 3. zobowiązanie do wspomagania swojego księdza w jego pracy z ministrantami, 4. troska o stałą formację duchową i liturgiczną czyli udział w corocznych rekolekcjach lub przynajmniej w dniu skupienia, którego program musiał zyskać aprobatę Diecezjalnego Duszpasterza Służby Liturgicznej, ale i udzielenie przywilejów: 1. osobisty kontakt z biskupem, który w tę posługę wprowadza i ją przedłuża albo nie, 2. prawo noszenia alby, a na niej pobłogosławionego przez biskupa krzyża, 3. pierwszeństwo przed innymi, parafialnymi, lektorami w wykonaniu czytań mszalnych, 4. przywilej przyjęcia Komunii św. pod dwiema postaciami (przez zanurzenie) w czasie Mszy św., na której dany lektor wykonuje czytanie lub psalm. Mężczyźni, także młodzi, lubią wyzwania. Liczyliśmy też na to, że z tej grupy Pan Jezus powoła wielu kapłanów. Z czasem na skutek niedbalstwa księży zaczęto rezygnować w egzekwowania wymagań, a poprzestano na hojnym szafowaniu przywilejami. W efekcie często chodzi dziś jedynie o zaspokojenie jakichś ambicji księży i samych chłopców, by mieć zastęp „pięknie ubranych przy ołtarzu” lektorów, na których jednak w ogóle nie można polegać. Kursy lektorskie kończy każdy, kto chce, nikt nie rozlicza z obowiązku rekolekcji. Nawet biskup (rozumiem umęczenie, ale…) nie zadaje sobie trudu, by po pierwsze: doglądać formacji swoich lektorów, a po drugie: poświęcić im trochę czasu choćby przez indywidualne, a nie masowe - „byle szybciej” - wprowadzanie w tę posługę.

Efektem jest to, co zauważam także wśród swoich lektorów: bardziej mogę polegać na dorosłych, których grupa zawiązała się, zanim pojawili się spośród naszych ministrantów lektorzy mianowani diecezji elbląskiej, aniżeli na tych, którzy składają uroczyste, publiczne przyrzeczenie. Biję się w piersi: sam też nie przykładam się do rzetelnej pracy formacyjnej z nimi, bo się boję, że… szybko się zniechęcą.

 

12. kwietnia

Mamy za sobą kolejne bardzo udane Triduum Paschalne. Nie szczędzę słów pochwał pod adresem ministrantów i lektorów, którzy na ten czas dają z siebie wszystko. Którzy lubią swoją posługę i wykonują ją naprawdę świetnie. Już nie muszę odprawiając nad wszystkim czuwać. Każdy wie dobrze, co do niego należy, a jeśli nawet ktoś się „zagapi”, to zaraz inni mu podpowiedzą. Jestem dumny z całej naszej parafii, jak bardzo „wchodzi” w treści liturgii. Na Wigilię Paschalną musieliśmy dostawić sporo krzeseł ze świetlicy wiejskiej, żeby każdy mógł wygodnie usiąść. Nabożeństwo trwa 2,5 - 3 godziny, a nikt się nie nudzi. Procesja rezurekcyjna na zakończenie jest żywa i radosna, i dobrze zorganizowana. (Musimy jeszcze zadbać o nagłośnienie na zewnątrz kościoła, bo „tyły” nie słyszą śpiewu z przodu.) Jest jasno dzięki latarniom, a zapalone pochodnie wzmagają przeżycia estetyczne. Pozwoliłem sobie policzyć wszystkich ludzi, którzy zaangażowali się w przygotowanie liturgii Triduum Paschalnego w tym roku. Doszedłem prawie do 100 osób i przestałem liczyć dalej! Na parafię niespełna 1-tysięczną to imponująca liczba. Już po raz trzeci bez trudu znalazło się 12 mężczyzn, by do Mszy Wieczerzy Pańskiej można było wprowadzić obrzęd „mandatum” – obmycie nóg. Dla lepszego przeżycia tych Dni drukuję co roku świetny, załączony niegdyś do tygodnika „Gość Niedzielny”, komentarz pt.: „Trzy Święte Dni”. Każdy może wziąć go sobie do domu już w Niedzielę Palmową i spokojnie przetrawić wszystko, co w danym dniu dzieje się w kościele. W ten sposób świętowanie wydłuża się, ogarnia cały dzień i wszystkie miejsca. Jeśli zastanawiam się czasami, czy jestem szczęśliwym proboszczem, to w tych dniach nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

 

30. maja

Godz. 12.30. - bierzmowanie. Tym razem ks. biskup pomocniczy udzielił sakramentu bierzmowania nie tylko 17 kandydatom z naszej parafii, ale też przyłączyło się do nas drugie tyle z Miłoradza i Mątów Wielkich oraz 2 razy tyle z Szymankowa. W sumie 71 osób. Tylko grupy z Kończewic i Miłoradza – Mątów były formowane według nowego programu i różnica dała się natychmiast zauważyć w kościele, nie tylko w postawie, ale nawet w ubiorze. Młodzież kończewicka i miłoradzko-mątowska (z małymi wyjątkami; i tam znaleźli się rodzice, którzy „uchronili” swoje dzieci przed przeżyciem tych mini-rekolekcji ewangelizacyjnych) uczestniczyła na zakończenie formacji w 3-dniowym kursie „Filip” w Głotowie. W naszej parafii zastosowaliśmy się do wszystkich wymogów nowego programu, łącznie z grupami domowymi prowadzonymi przez animatorów, nabożeństwami okresowymi w formie skrutyniów i badaniem stanu przygotowania grupy - przez wizytatora katechetycznego, ks. lic. Józefa Micińskiego, który 27. września 2008 r. dopuścił nas do drugiego etapu przygotowania. Ks. proboszcz z Miłoradza boryka się wciąż z tymi samymi problemami, co i ja przed paru laty: najtrudniej przekonać rodziców, że to, co Biskup Elbląski zarządza, jest podyktowane troską duszpasterską, ma sens i jest dobre!

W tym miejscu chcę uszanować i podziękować moim animatorom, którzy z wielkim oddaniem poświęcili swój czas kandydatom. Byli to: Karolina Frańczak i Katarzyna Matera z Bystrza, Anna Bolek, Michał Bolek, Ewa Król, Magdalena Słotwińska i Marcelina Zirra z Kończewic oraz Jacek Gołębiowski i Anna Matera ze Starej Wisły.

 

7. sierpnia

Do koncertów odbytych w naszym kościele w ostatnich latach możemy dołożyć jeszcze jeden, w wykonaniu p. Wojciecha Wentury, tenora, który wykonał dla nas szereg włoskich pieśni operowych, tzw. „belcanto”. Akompaniował Piotr Mażuchowski, a koncert odbył się dzięki bystrości i operatywności p. Dariusza Mażuchowskiego, który, gdy tylko może, przyjeżdża, by grać na organach w czasie Mszy św. Przedmiotem mojej największej troski była frekwencja. Tym razem jednak parafianie spisali się na medal i na pewno tego nie żałują. Nawet dopytywali się o następny koncert. A ja mam takie marzenie, by były to pieśni sakralne lub przynajmniej oratoryjne, w tym samym wykonaniu. Myślę, że dla ludzi warto było dobrać te w języku polskim. Bardziej przemówią do serca. Muzyka na żywo jest nieporównanie ciekawsza, niż odtwarzana z rozmaitych nośników. Ucieszyli mnie bardzo goście spoza parafii, np.: ks. dr Sławomir Małkowski z Miłoradza, ks. Marek Duda, nasz wicedziekan i proboszcz ze Starej Kościelnicy, p. Jerzy Kurecki, nasz zasłużony organmistrz z Koźmina, czy P.P. Poznańscy, bardzo ofiarnie wspomagająca mnie rodzina z Kaczynosu.

 

15. sierpnia

Tegoroczny odpust parafialny połączyliśmy z piątym już festynem. Sumie odpustowej przewodniczył i kazanie wygłosił ks. mgr Zbigniew Pieczuro, nasz diecezjalny kapłan pracujący na misjach w Republice Południowej Afryki. Jest to ksiądz o wielkim sercu i dużym urobieniu duchowym. Cieszymy się, że zechciał z nami dłużej pozostać, jeszcze po rozpoczęciu festynu. Pełniąc honory gospodarza festynu (choć właściwym gospodarzem była znowu szkoła) i nie mogąc mu towarzyszyć bez przerwy, z radością obserwowałem, jak przysiadali się do niego nasi parafianie, by posłuchać i zadawać pytania. Może w ten sposób Pan Jezus zasiał w czyjeś serce ziarno powołania misyjnego?

Zmieniliśmy nieco koncepcję festynu. zapraszamy do współzawodnictwa nie sołectwa, ale wszystkich chętnych. Uznaliśmy, ze obecność w dniu odpustu parafialnego dużej ilości gości w naszych rodzinach, podpowiada nam, że powinni w pełni uczestniczyć w naszej zabawie. Niektórzy chętnie się włączyli. Główna nagroda loteryjna została wylosowana właśnie przez gościa. Nowiutki telewizor kolorowy ufundowany przez firmę „Jabil Circuit Poland” z Kwidzyna trafił za Wisłę do rodziny z Tczewa. Nie znam jej osobiście, ale parafianie zapewniają, że trafił w dobre ręce. Współzawodnictwami kierował niezmordowany w tej roli dyrektor szkoły – i nasz faktyczny gospodarz – p. Sławomir Zirra. Licytację rękodzieła artystycznego przeprowadził również niezastąpiony w tej roli p. wójt Tadeusz Biliński. Nie sposób wyliczyć wszystkich pań, które zadbały o to, by nikt nie pozostał głodny i raczyły nas przysmakami za przysłowiową złotóweczkę. Dziećmi zajęła się p. Lidia Krużycka. Oprawę muzyczną zafundował didżej „Biedronka” czyli p. Leszek Lipa z Lisewa. Niebywałą atrakcją dnia byli goście p. Józefa Malca, których zechciał przyprowadzić na nasz festyn. Byli to aktorzy: p. Leszek Zduń (w jedynym serialu telewizyjnym, który - od czasu do czasu, ale zawsze chętnie - oglądam: „Rodzina zastępcza plus” odtwórca roli Kuby Potulickiego, męża Majki) oraz jego żona p. Joanna Kwiatkowska-Zduń (m.in.: siostra Tekla z „Plebanii” i siostra Radosława ze „Złotopolskich”). Ujęli nas niezwykłą, zupełnie nie pasującą do gwiazd ekranu, skromnością. To małżeństwo, że aż miło patrzeć, i szczęśliwi rodzice trójki dzieci. Cierpliwość, z jaką przez ponad pół godziny(!), w hałasie utworów serwowanych nam przez didżeja „Biedronkę”, pan Leszek rozdawał autografy, dyskrecja, z jaką pani Joanna wtopiła się w tłum naszych gości, urzekły mnie do głębi. Niech dobry Bóg roztoczy nad ich rodziną swoją opiekę! I Bóg zapłać panu Józefowi, który nie zatrzymał takich Gości tylko dla siebie.

Dochód z festynu, nie mający sobie dotąd równych, przeznaczyliśmy na nasz udział finansowy w konserwacji ołtarza głównego.

 

14. września

9. września o godz. 7.45 zmarł w Elblągu ks. bp dr Andrzej Śliwiński, Biskup Senior, pierwszy biskup Diecezji Elbląskiej. Uroczysta eksporta ciała Zmarłego do katedry elbląskiej i Msza św. żałobna odbyła się 13. września o godz. 15.00, a Msza św. pogrzebowa i złożenie trumny w krypcie Biskupów Elbląskich w katedrze nastąpiło dziś o godz. 12.00.

Koncelebrowałem dzisiejszą Eucharystię pogrzebową za ś.p. biskupa Andrzeja. Biskupów i kapłanów było tylu, że zabrakło miejsc siedzących dla wszystkich koncelebransów. Wiernych jednak spodziewałem się więcej. To przecież historyczne wydarzenie. Nie było tłoku, choć wszystkie miejsca w ławkach były zajęte. Pod adresem Zmarłego kierowano dużo ciepłych słów, podkreślających zwłaszcza jego bezpośredniość i przystępność. Mówiono dużo o jego cierpieniu w ostatnich latach życia, ale ani słowem nie nazwano przyczyn tego cierpienia. Ciało pierwszego Biskupa Elbląskiego spoczęło, słusznie zresztą, w niedawno przygotowanej krypcie pod południową stroną prezbiterium. Wracałem do domu z wewnętrzną rozterką: czy to uczciwe, przemilczać źródło cierpienia i zgorszenia, jakie wiązały się z osobą Zmarłego. Z jednej strony „de mortuis nihil nisi bene”, z drugiej: wspomnienie (nie eksponowanie) choroby alkoholowej biskupa Andrzeja, wzmacnianej i wykorzystywanej niemiłosiernie przez kapłanów do załatwiania prywatnych interesów, dałoby proste poczucie prawdy i uczciwości wobec człowieka złamanego nałogiem. Byłoby też przejmującą przestrogą dla innych, że to, co nazywamy polską gościnnością alkoholową, może doprowadzić do ruiny nie tylko pojedynczego człowieka, ale całe jego otoczenie. Właśnie dlatego, że wszyscy obecni wiedzieli, należało chyba o tym powiedzieć. A tak - prosty człowiek mógł odebrać wyraźny przekaz: inaczej podchodzimy do „wielkich tego świata” a inaczej do „zwykłych” śmiertelników – nawet w obliczu śmierci, która przecież nie czyni między nami żadnej różnicy.

Dziś o godz. 17.30 odmawialiśmy w kościele Różaniec za ś.p. biskupa Andrzeja. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym, którego tak pragnął!

 

27. listopada

Dziś nastąpił komisyjny odbiór prac konserwatorskich przy ołtarzu głównym naszego kościoła. Z ramienia Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków odbioru dokonała p. mgr Magdalena Kosińska. Wykonawcą prac był p. mgr Michał Masorz z Gdyni („Meander”), który wygrał rozpisany przetarg. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że to się nie może udać; że nigdy nie zbierzemy odpowiedniej sumy. Dużą pomoc w przygotowaniu odpowiedniej dokumentacji w ubieganiu się o dotacje z Województwa Pomorskiego zawdzięczamy p. Annie Nowakowskiej z Gdańska. Dziś marzenie się spełniło. Ołtarz jest przepiękny i sławi swoim przepychem Boga w Trójcy Św. Jedynego oraz Najświętszą Maryję Pannę Wniebowzięcia. Ad maiorem Dei gloriam!

 

grudzień

 

No i stało się! Po raz pierwszy od 8 lat nie udało mi się znaleźć odpowiedniego kapłana, który zechciałby poprowadzić dla nas rekolekcje. Może to lepsze dla nas, jeśli staniemy się głodni słowa Bożego? W tym roku poprzestajemy tylko na dniu spowiedzi przedświątecznej.

<< powrót