Real time web analytics, Heat map tracking

Rok 2011

22. stycznia

Z inicjatywy Wójta Gminy Miłoradz, p. mgr. Tadeusza Bilińskiego, odbył się w naszym kościele kolejny koncert kolęd i pastorałek, tym razem w wykonaniu p. Krystyny Giżowskiej. Nastrój, jaki stworzyła piosenkarka w kościele, bardziej odpowiadał festynowi aniżeli koncertowi piosenki, nawet rozrywkowej. Myślę jednak, że pewna granica stosowności nie została przekroczona.

Ludzi –z całej gminy – przybyło mniej niż na pamiętny koncert Ireny Jarockiej. Obecni nie wypełnili nawet ławek w kościele. Pan wójt się bardzo stara, by stosownie do finansowej kondycji gminy dawać ludziom możliwość zakosztowania sztuki na żywo. Lud jednak nie jest tym zainteresowany. Karmiony (chyba lepiej rzec: futrowany) medialną „papką” zatracił już poczucie smaku i kunsztu. Kontakt z żywym człowiekiem, który chce podzielić się swoimi (!) przemyśleniami bądź wyjątkową sprawnością w jakiejś dziedzinie kultury, nie ma dla naszego telewizyjnego pokolenia żadnej wartości. Tym bardziej więc trzeba podejmować wysiłek budzenia w ludzie tęsknoty za prawdziwą kulturą.

 

luty

Dziękuję Bogu za dwóch organistów, którzy przyjeżdżają z Tczewa w miarę swoich możliwości i tworzą muzyczną oprawę liturgii. Są to: p. Paweł Poniewski, na stałe organista z par. Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Tczewie – Suchostrzygach, oraz p. Mateusz Kotwica, tegoroczny maturzysta, także z Tczewa, który jest na razie na etapie opanowywania trudnej sztuki gry na organach. Pierwszy z nich posługuje nam grą w dni powszednie (tylko do czasu przejścia na czas letni), drugi – na sumie w niedziele. Obydwaj zostali przez Pana Boga obdarzeni pięknymi głosami; szkoda, że Mateusz niszczy swój głos przez palenie papierosów (słychać to już bardzo wyraźnie).

Dobry Bóg czuwa więc nad nami i nie pozwala, by tak niedawno przywrócony do życia (nie bez wydatnych zasług p. Mażuchowskiego) instrument stał bezużytecznie.

 

20-23. marca

Rekolekcje wielkopostne w tym roku powierzyłem ks. Mirosławowi Mazurowi, proboszczowi z Lichnów. To także kapłan odznaczający się wielką osobistą pobożnością, umiłowaniem Kościoła i niezwykłą zaradnością w sprawach gospodarczych (chciałoby się powiedzieć: jak każdy góral).

 

2. kwietnia

Dziś obchodzimy VI rocznicę śmierci Sługi Bożego Jana Pawła II. Od godz. 21.00 do 21.37 trwaliśmy na czuwaniu przygotowującym do uroczystości beatyfikacyjnych polskiego papieża. Słuchaliśmy odtwarzanych z magnetofonu fragmentów homilii papieskich, czytaliśmy jego pisma, odczytywaliśmy wpisy parafian do Księgi Pamięci, która leżała wyłożona w kościele przed sześciu laty, oraz oczywiście modliliśmy się na różańcu. Kolejne podobne czuwania planuję przeprowadzić w dniach VI rocznic: pogrzebu Jana Pawła II (8. kwietnia) i wyboru jego następcy na Stolicy Piotrowej (19. kwietnia) oraz w wieczór poprzedzający beatyfikację (30. kwietnia) – właściwie będzie to także wigilia Niedzieli Miłosierdzia Bożego, a więc poniekąd także dokładnie VI rocznica, bo w ten właśnie wieczór Jan Paweł Wielki odszedł do domu Ojca.

 

10. kwietnia

Ponownie gościliśmy w naszym kościele Chór im bł. Wincentego Frelichowskiego z Tczewa, tym razem z koncertem pieśni pasyjnych. Dyrygował znany nam już dobrze i zasłużony dla naszej parafii p. Paweł Poniewski. Chór wzmocnił nas także w śpiewie Gorzkich Żali. I chyba dlatego kościół był tym razem wyjątkowo wypełniony.

 

13. kwietnia

Bierzmowanie dziewiętnaściorga młodzieży przez Jego Ekscelencję Księdza Biskupa Doktora Jana Styrnę.

W takim pośpiechu jeszcze nie przygotowywałem bierzmowania w żadnej parafii. Spodziewałem się, że ks. biskup przyjedzie do nas w czerwcu, ale, jak się okazało, jedyne wolne terminy, jakie miał jeszcze w kalendarzu przed wakacjami, to były 11. albo 13. kwietnia. Oczywiście poprosiłem o przyjazd w terminie późniejszym czyli dzisiaj. Wszystko przebiegło wyjątkowo nabożnie i spokojnie, jak to zazwyczaj przy Biskupie Janie.

Z młodzieżą spotykałem się w ostatnim tygodniu niemal codziennie, kończąc przewidzianą katechizację. Niestety nie było tym razem szans na przeprowadzenie kursu „Filip”. Młodzi zadeklarowali, że chętnie pojadą nań już po bierzmowaniu. Myślę, że to dobry pomysł, choćby ze względu na możliwość przekonania się, na ile przeżyte przygotowanie uczyniło ich dojrzalszymi w wierze… Jeśli nawet niewielu z nich zdecyduje się na „Filipa” w późniejszym terminie, będę miał pewność, że pojadą tylko ci, którym naprawdę na współpracy z Duchem Świętym w Kościele zależy. Warto w takich młodych potem inwestować.

 

5. czerwca

Mateusz Kotwica wraz z zespołem muzycznym o intrygującej nazwie: „Wielka Dymiąca Lokomotywa” zagrali nam dzisiaj wieczorem – do grilla i do ogniska – swój rozrywkowy repertuar. Miejscem koncertu i integracyjnego grillowania był teren zielony przy plebanii. Przybyło ok. 20 osób, niemal wszyscy „w kwiecie wieku”. Młodzież wykazała się zupełnym brakiem zainteresowania kunsztem swoich rówieśników z Tczewa. Dziadkowie, co zrozumiałe, także.

Repertuar był właściwie złożony z młodzieżowych interpretacji znanych standardów jazzowych i muzyki pop, polskiej i anglojęzycznej.

Uważam, że to był jeden z najprzyjemniejszych wieczorów, jakie dane nam było przeżyć wspólnie z parafianami od blisko 10 lat, jakie tu spędziłem.

Wszystko się zaczęło od prośby o udostępnienie sali katechetycznej na kilka prób tego zespołu, co oczywiście chętnie uczyniłem, obserwując z podziwem, jak młodzi ludzie – niestety nie z Kończewic – pożytecznie i twórczo spędzają czas przy fortepianie, saksofonie, gitarze basowej, perkusji i mikrofonie.

 

12. sierpnia i 4. września

Dziś wróciłem z pierwszej części urlopu i doznałem swego rodzaju szoku. Pokój dzienny na plebanii, zwany przeze mnie salonem, został świeżo wymalowany, okna w całej plebanii pomyte (w sumie ponad 30 podwójnych!), firany i zasłony uprane i wyprasowane.

W kościele uzupełniona posadzka w prezbiterium, przesunięte w górę grzejniki, aby nie zostały zastawione stallami, które we wrześniu powrócą z konserwacji na swoje pierwotne miejsce, żywopłoty przystrzyżone, podobnie trawniki w całym obejściu, nowa cerata na komodzie w zakrystii.

Tak działają parafianie w Kończewicach pod nieobecność swojego proboszcza!

Kiedyś wyznałem moim parafianom, że jeśli z woli biskupa przyjdzie mi rozpocząć kolejną dziesięciolatkę w Kończewicach (bo nie ukrywam: uważam, że proboszcz na parafii powinien pozostawać nie dłużej niż 10 lat), to zaraz biorę się za malowanie salonu, który jako jedyny pokój na plebanii nie był odnawiany od 1992 r. – po prostu był mało używany i w najlepszym stanie, kiedy tu przyszedłem w 2001 r. No i cóż: ktoś to zapamiętał i mnie wielkodusznie w moim zobowiązaniu wyręczył.

Podobnie było w 2005 r., kiedy to malowaliśmy korytarz i odnawialiśmy kuchnię na plebanii. Pamiętam, że kiedy wróciłem z urlopu, o mało nie dostałem zawału z powodu bałaganu, jaki zastałem po remoncie (ale wtedy na plebanii, zgodnie z moim planem, działał pewien dobry człowiek z Elbląga). Wydawało mi się, że przyjdzie mi sprzątać ten bałagan około miesiąca. Tymczasem musiałem wyjechać zaraz (nie bez radości) na jeszcze jeden dzień. Kiedy wróciłem, nie było śladu po nieporządku! Nie mogłem uwierzyć, że to nie sen.

Powinienem tu wymienić z nazwiska moich dobroczyńców, ale było ich podobno dużo (pomysłodawcy, organizatorzy, wykonawcy, pomocnicy, ofiarodawcy itp.) i nie chcą rozgłosu.

Wszystkim dobrym „Niewidzialnym Rękom” Bóg zapłać!

Po powrocie z drugiej części urlopu zastałem wymalowane: sypialnię, korytarzyk i sufit w łazience. Na oknach stylowe karnisze i nowe firanki. I ani śladu po typowym malarskim bałaganie!

Nie zasłużyłem na tyle dobra.

 

18. września

Wizytacja kanoniczna parafii przeprowadzona przez Jego Ekscelencję Księdza Biskupa Doktora Józefa Wysockiego, biskupa pomocniczego naszej diecezji.

Ksiądz Biskup przybył punktualnie na Mszę św. o godz. 12.00. Specjalnie na tę okoliczność przesunęliśmy godzinę odprawiania sumy parafialnej. Po procesjonalnym wprowadzeniu do kościoła został powitany przez parafian reprezentowanych przez p. Rajmunda Kossarzeckiego, Sekretarza Gminy Miłoradz, oraz p. Renatę Wiącek, sołtysa ze Starej Wisły. Mówca wyraził naszą wielką radość z przybycia Dostojnego Gościa oraz nadzieję, że jego pobyt wśród nas umocni nas w wierze i wskaże kierunek naszego dalszego duchowego rozwoju. Następnie przemówił proboszcz, przedstawiając pokrótce ogólny obraz naszej wspólnoty parafialnej.

Ukazałem parafię jako nie odbiegającą od przeciętnej w naszym kraju. Borykamy się z trudnościami związanymi z brakiem poszanowania dnia Pańskiego: nie zachowujemy należycie świątecznego charakteru niedzieli, dla wielu niczym się ona nie różni od dni powszednich. Przyczynę dostrzegam w braku zaufania do Boga, który jest dobrym Ojcem i troszczy się o swoje dzieci, a Jego Opatrzność czuwa nad wszystkim. Szukamy sposobu na obudzenie i pogłębienie tego zaufania. Ostatnie lata są naznaczone także coraz powszechniejszą rozwiązłością, dotykającą właściwie wszystkie pokolenia. Nie umiemy się obronić przed przesyconymi erotyzmem treściami serwowanymi nam przez środki masowego przekazu. Stajemy się ofiarami konsumpcyjnego stylu życia i krzywdzicielami innych, sprowadzanych przez nas do roli towaru czy narzędzia, które ma zapewnić przyjemne doznania.

Jako mocną stronę ukazałem zamiłowanie wielu z nas do pięknej liturgii. Jest to owoc uczestnictwa, nie tylko młodzieży, w rozmaitych rekolekcjach zamkniętych, zwłaszcza prowadzonych przez Ruch Światło-Życie. Możemy też poszczycić się dobrą kondycją moralną rodzin wielodzietnych. Jest właściwie w tej parafii normą, że na tych właśnie rodzinach opiera się życie społeczne wsi, parafii, szkoły. One są prawdziwymi animatorami środowiska.

W homilii Jego Ekscelencja podkreślał znaczenie jedności pomiędzy wszystkimi członkami Kościoła, bez względu na to, jaką pozycję społeczną zajmują; jedności budowanej na życiu sakramentalnym i słuchaniu słowa Bożego; jedności umacnianej przez aktywne i odpowiedzialne uczestnictwo w życiu politycznym i społecznym.

Widać było usilne starania Księdza Biskupa, by zgromadzeni na Mszy św. wierni dobrze się czuli w jego obecności. A ja Bogu dziękowałem, że nasz Dostojny Gość nie widzi (być może, bo przecież nie bywa u nas co niedzielę i nie ma porównania), jak mało parafian przybyło na tę Mszę św. Nawet ławki w głównej nawie nie zostały wypełnione. Wiadomo, dlaczego: bo będzie dłużej niż zazwyczaj, a udział we Mszy św. to przecież „marnowanie czasu”.

Po Eucharystii Ksiądz Biskup spotkał się w sali katechetycznej z przedstawicielami rady parafialnej, Parafialnego Zespołu CARITAS, Eucharystycznego Ruchu Młodych, zespołu wokalnego „Promyczki”, grupy modlitewnej, lektorów mianowanych i parafialnych. Było to właściwie jednostronne wystąpienie, tzn. Gość mówił, a parafianie słuchali. Ksiądz Biskup próbował każdej grupie w kilku słowach wytyczyć „kierunek działania”, dać impuls do aktywizacji. Wykazał też zrozumienie dla naturalnego „wymierania” grup formacyjnych, jak to stało się z naszą oazą Ruchu Światło-Życie.

A jeszcze w kościele dopadła nas p. Mariola Słotwińska z d. nomen omen Bruździńska, typowa złośnica. Pan Bóg jeden wie, ile już zła wyrządziła ludziom przez nieopanowanie języka, posądzenia, oszczerstwa, kłamstwa. Nie była na Mszy św. Przybiegła ze skargą do Księdza Biskupa na „metody księdza Milewskiego”, „święcie” oburzona że nie wyraziłem zgody na bierzmowanie jej syna Bartosza - 2 lata przed osiągnięciem wymaganego wieku i bez wymaganego przygotowania - w parafii Szymankowo. (Mamy duży problem z ks. kan. Stanisławem Grucą, który dopuszcza do sakramentów świętych w swojej parafii osoby niepodlegające jego jurysdykcji.) Kobieta przeczekała całe spotkanie w sali katechetycznej, po czym ponownie wyłuszczyła przedmiot swojej skargi, żądając zgody na przedwczesne bierzmowanie dziecka. Zwracała się do Jego Ekscelencji per „biskupie”. To był prawdziwy test sprawiedliwości ks. biskupa i zaufania wobec miejscowego duszpasterza. - Zdał go „na piątkę”. Długo i niezwykle cierpliwie tłumaczył kobiecie, że wybierając drogę "na skróty", krzywdzi swojego syna. Zapewne nie zrozumiała, bo przecież przyszła, żeby mówić, a nie słuchać. W końcu ks. biskup polecił dostosować się do programu realizowanego w diecezji (i w parafii).

Potem Jego Ekscelencja spożył przygotowany przez panie: Krystynę Materę, Renatę i Justynę Wiącek ze Starej Wisły obiad z kapłanami naszego dekanatu (nie było proboszczów z Szymankowa, Malborka-Kałdowa i Pogorzałej Wsi), dokonał wpisów w księgach parafialnych i ok. godz. 16.00 odjechał do Elbląga.

 

04. – 06. grudnia

Tegoroczne rekolekcje adwentowe wygłosił ks. Zbigniew Kozłowski CMF, klaretyn, misjonarz pracujący w Konotopie, dekanat  Sumy, diecezja Charkowsko- Zaporoska, na Ukrainie. Rekolekcjonista okazał się człowiekiem o ujmującej skromności i spokoju. Takie też były jego nauki – proste, przypominające o podstawowych zasadach chrześcijańskiego życia, poparte przykładami autentycznej wiary ludu katolickiego żyjącego w diasporze na Wschodzie.

 

25. grudnia

Od kilku lat umieszczam pod choinką w kościele książkowe upominki dla parafian, którym jako proboszcz wiele zawdzięczam. Jestem przekonany, że ich życzliwość nie jest wywoływana jakimiś moimi szczególnymi walorami osobistymi, ale po prostu faktem, że jestem kapłanem-duszpasterzem, skierowanym do nich przez hierarchiczny Kościół. W tym roku po raz pierwszy wśród obdarowanych umieściłem osoby nienależące formalnie do parafii, ale w jakiś sposób z nią związane i okazujące mi życzliwość i wsparcie.

W ubiegłym roku św. Mikołaj przypomniał sobie także o proboszczu. Pod choinką stała wypełniona po brzegi łakociami zmywarka do naczyń (bardzo przydatna, zwłaszcza wobec braku stałej gospodyni!) W tym roku znalazłem elegancki rower z dłuższą wierszowaną dedykacją, z której zapamiętałem słowa: „Księdzu Proboszczowi rośnie brzuch – przydałby się ruch!”

 

31. grudnia

Z dniem dzisiejszym zakończył wieloletnią posługę zakrystianina p. Zygfryd Grunau. To dla nas dotkliwa strata, bo p. Zygfryd jest przysłowiową „złotą rączką”. Ma zmysł gospodarczy i potrafi się znaleźć w sytuacjach nieprzewidzianych. Swoją posługę wykonywał bez wynagrodzenia. (Jestem ciekaw, czy parafię będzie kiedykolwiek stać na stworzenie choćby jednego miejsca pracy. Dzisiaj z ledwością wystarcza na bardzo skromne utrzymanie proboszcza – zresztą, finanse parafii to sprawa wymagająca osobnego omówienia.) Od długiego czasu skarżył się na przykrości, jakie spotykają go ze strony mało delikatnych parafian oraz ze strony ministrantów i lektorów, wykonujących swoją posługę w trudnym, także dla nich samych, okresie dojrzewania. Marzyło mu się zasłużone, wreszcie spokojne życie na emeryturze (w tym roku p. Zygfryd ukończył 70 lat).

 

Niech te marzenia się spełnią! Dziękujemy, Panie Zygfrydzie, także za to, że pozostawił Pan po sobie godnego zastępcę, p. Andrzeja Kowalczyka! A gdyby zaczęło się Panu nudzić…, prosimy wracać do ołtarza!

<< powrót